Alarm powodziowy na Mokotowie. Podczas zmywania pod strumień wody dostała się łyżka

Pixabay
Spieniona fala powodziowa wydostała się ze zlewu, pochłonęła zmywającego naczynia 28-letniego Jakuba R. i spływając "Ludwikiem" po kuchennym blacie niebezpiecznie zbliża się do Śródmieścia. To skutek chwili nieuwagi podczas zmywania na warszawskim Mokotowie.

Na końcowym etapie mycia sztućców łyżka stołowa ze znanej rodzinnej zastawy dostała się bezpośrednio pod strumień wody – ustalił ASZdziennik.

– Wszystko zaczęło się, gdy tylko odłożyłem sztućce po obiedzie – mówi cudem ocalały Jakub, który utrzymał się na powierzchni tylko dzięki dryfującemu po tafli koszowi na śmieci wypłukanemu spod zlewu. – Wzrok rodziny mówił wszystko: dziś moja kolej, żeby pozmywać.

Wszystko szło zgodnie z planem i dzięki determinacji mężczyzny stos talerzy malał z każdą chwilą. Do czasu, gdy przyszła kolej na sztućce.

Uwolniona przez łyżkę fala powodziowa wywołała katastrofalne spustoszenie. 28-latek podjął próbę ucieczki, ale było już za późno.

– To był moment, ustawiane przez ochotników zapory z ręczników papierowych puściły w mgnieniu oka – twierdzi Jakub. – Pod wodą znalazły się ściereczki i fragment kuchennej posadzki.

W związku z przekroczeniem stanów alarmowych zarządzono ewakuację dotkniętych klęską żywiołową obszarów kuchni. 28-latek udał się na rekonwalescencję przed PlayStation.

Jak jednak ustalił ASZdziennik, incydent na Mokotowie to coś więcej niż tylko lokalne podtopienie, a kapryśny zlewozmywak znów może dać o sobie znać.

– O matko, jeszcze patelnia! – rozległ się na osiedlu rozrywający serca krzyk.

To jest ASZdziennik. Wszelkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.

Autor: Łukasz Jadaś /@lukaszjadas

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...