Rewolucja w polskim feminizmie. Zasada "mój brzuch, moja sprawa" nie dotyczy Anny Lewandowskiej

Czarne marsze, walka z władcami macic i body shamingiem od lat ograniczały polski feminizm. Na szczęście ruch odszedł właśnie od swoich doktrynerskich, nieżyciowych zasad i od dziś można już mówić o feminizmie otwartym.

– Zasada "mój brzuch, moja sprawa" nie dotyczy Anny Lewandowskiej i można ją atakować za wygląd po ciąży – orzekło internetowe magisterium polskiego feminizmu w komentarzach pod jednym z postów o Justinie Trudeau.

– Doktryna musi zmieniać się wraz ze światem, inaczej umrze. Wiele pięknych ruchów odeszło w przeszłość tylko dlatego, że odżegnywały od body shamingu – wyjaśnia jedna z działaczek.

Dzisiejsza decyzja to pokłosie postu Anny Lewandowskiej na Instagramie, na którym pokazała, że – wyłącznie dzięki swojemu bogactwu, bo bogaci nic nie robią, to wszyscy robią wszystko za nich – szybko wróciła do formy po ciąży.

Zamiast cierpieć, jak to kobietom pisane.
Trwa ładowanie komentarzy...