Tragedia w Warszawie. 30-latek zapytał kurtuazyjnie, co słychać, usłyszał historię przegranego życia

123rf.com
Wielka lekcja pokory dla 30-latka z warszawskiego Mokotowa.

Drobiazgowy opis osobistych niepowodzeń i trudności finansowych usłyszał 30-letni Mariusz S. w odpowiedzi na pytanie "co słychać?" zadane koledze z pracy, którego kojarzy tylko trochę z intranetu - dowiaduje się ASZdziennik.

– Myślałem, że to zwykły zwrot grzecznościowy w rodzaju "dzień dobry", "proszę", czy "dziękuję" – żali się ASZdziennikowi poszkodowany Mariusz. – Gdybym wiedział jak to się skończy, poprzestałbym na skinieniu głową...

Do zdarzenia doszło dziś wczesnym popołudniem w pomieszczeniu kuchennym jednego z biur przy ul. Domaniewskiej w Warszawie. Po krótkiej wymianie spojrzeń nic nie wskazywało na to, by którykolwiek z uczestników nieszczęśliwego wypadku chciał przerwać dobrze znaną krępującą ciszę – wynika z relacji świadków.

– Wszystko skończyłoby się dobrze, gdyby nie Mariusz - mówi ASZdziennikowi jeden z pracowników biura. – Wyraźnie słyszałem, jak sprowokował tego kolegę, którego kojarzę tylko z e-maili, pytaniem "no i jak tam?".

I wtedy się zaczęło.

Nieudana randka z Tindera, ciągłe niewyspanie, rachunek za wodę trochę wyższy niż miesiąc wcześniej, motyw z "Drużyny A" który nie wiedzieć czemu siedzi mu od rana w głowie, długie kolejki w osiedlowym Tesco, projekt w pracy z którym nad którym nie chce mu się pracować, ten nowy serial taki przereklamowany, zimne frytki we wczorajszej dostawie od KFC, kolejny zmarnowany weekend przed telewizorem, dokąd zmierza Polska, to już chyba będzie 10 lat od ostatniego albumu Toola, powinienem iść do dentysty, lato ma być zimne tego roku, remonty na stołecznych drogach w związku z rozbudową metra, jak oni dobierają tych kandydatów do Oscara – to tylko część skarg, które zamiast kawy przyjął dziś Mariusz na wyraźne własne życzenie.

– Dostałem nauczkę i więcej nie powtórzę tego błędu – mówi wciąż roztrzęsiony Mariusz. – Do tej pory nie wiem, co mnie podkusiło. Przecież zupełnie nic nas nie łączy, po prostu pracujemy w tym samym miejscu.

Jak dowiaduje się ASZdziennik, resztę dnia Mariusz spędzi przy własnym biurku odizolowany od otoczenia słuchawkami. Wychodząc z biura planuje skorzystać ze schodów, by niechcący nie rozpętać żadnej przypadkowej pogawędki w windzie.

Jak wynika ze wstępnych oględzin, koledze znanemu tylko z intranetu nic się nie stało.

Co więcej, po konfrontacji z Mariuszem poczuł się nawet trochę lepiej.

To jest ASZdziennik, ale wszelkie cytaty i wydarzenie zostały zmyślone.

Autor: Łukasz Jadaś / @lukaszjadas

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...