PILNE MAMY DZIŚ JESZCZE DUŻO SUPER RZECZY. KLIKNIJ I ZOBACZ.

Pewnie zastanawiasz się, czy obejrzeć "Luke'a Cage'a" na Netfliksie? To znacznie ułatwi ci decyzję

Fot. Netflix
Jest coś, co wyróżnia ten serial na plus i sprawia, że ta produkcja zostawia ostatnie kinowe ekranizacje komiksów w tyle. Daleko w tyle.

Można by rzec, że nawet poza horyzontem zdarzeń.

Jeśli nadal macie zgagę po "Suicide Squad", "Batman vs Superman" to według was nudne kino akcji, a "Kapitana Ameryki" nie dało się oglądać, to czym prędzej odpalcie Netfliksa i zacznijcie oglądać "Luke'a".

Oto bowiem przy współpracy z Marvelem powstał serial tak dobry, że autor, aby napisać tę recenzję właśnie kończy oglądanie czwartego odcinka, denerwując przy tym redaktora naczelnego ASZdziennika ;)
Serial, który w przeciwieństwie do innych tego typu produkcji ma tak dobrą fabułę, że wkręca się z każdym kolejnym odcinkiem.

Serial, w którym główny bohater używa swoich mocy, ale tylko wtedy, kiedy jest to konieczne, a nie po to, żeby wyrywać laski.

Serial, w którym ścieżka dźwiękowa przywodzi na myśl szalone lata 70. XX wieku i erę nowojorskiego funku oraz soulu.

Wreszcie serial, który pomimo zawartości realizmu magicznego ogląda się jak najlepszy film dokumentalny. O kuloodpornym człowieku.

Mało? A widzieliście już gościnny udział rapera Method Mana?

No właśnie.
To jest ASZdziennik, a to był recenzja serialu "Luke Cage".

Autor: Bartek Przybysz (@przbart)
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...