Grupa naTemat

Recenzja Forzy Horizon 3, symulatora rzucania wszystkiego, byle sobie pojeździć Ferrari z 1962 roku

To jeden z najtrudniejszych tekstów w karierze. Bo każda minuta nad nim spędzona odrywa autora od ukochanego 250 GTO.

350 aut, genialne lokacje wyjęte z Australii, gazylion atrakcji i zachwyt branży - to już wiecie. Ale jest kilka rzeczy, o których dowiedziałem się dopiero odpalając Forzę Horizon 3. Oto one.

1.

To nie jest najlepsza obecnie dostępna gra samochodowa. To też bezkonkurencyjny symulator odkrywania, że nie ma w życiu zbyt wielu ważniejszych rzeczy niż prucie samochodem po autostradzie/plaży/bezdrożach/polu kukurydzy.

2.

Chcę mieć Dodge'a. Najlepiej 570-konnego Chargera z 2015 roku.

3.

Gdy będziesz jechać klasykiem w rodzaju wspomnianego Ferrari 250 GTO czy Maserati A6GCS/53 Pininfarina Berlinetta z 1953 roku i GPS będzie cię kierować poza asfalt, ty na bezdroża nie wjedziesz, żeby ci się karoseria nie zakurzyła.

4.

Gra jest kompletna. Chcesz bawić się w Kubę Wojewódzkiego? Masz masę supersamochodów (ale bez kryzysu wieku średniego). Chcesz pobawić się w Bonda? Są jego Astony Martiny, Lotusy i BMW. Chcesz dopieścić swojego wewnętrznego dresiarza? Mamy cztery generacje M3, a żadna nie jest w gazie. Chcesz poczuć się jak ASZdziennik? I na ciebie czeka odpowiednie auto.

5.

Będziesz często słuchać Mozarta, bo uznasz, że stacja radiowa z klasykami najlepiej będzie pasować do twojej Alfy, bo Lykke Li to byłaby profanacja.

6.

Nigdy nie skorzystasz z opcji szybkiej podróży. Nie będziesz się chciał rozdzielić ze swoim samochodem.

Mimo że właśnie jedziesz go wymienić, bo ci się nie podoba.

7.

Niby dostaniesz jako recenzent wytyczne, żeby nie spoilować innym atrakcji w ramach pokazówek, ale i tak nie wytrzymasz i ujawnisz, ŻE MOŻNA SIĘ ŚCIGAĆ Z POCIĄGIEM!!!

8.

I mimo że nie powinno się zostawiać recenzji bez puenty, ty to właśnie zrobisz, bo w Australii właśnie świta, a ty masz wyścig do wygrania.
Autor: Rafał Madajczak (@ojciecredaktor)

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Skomentuj